Zdrowie i piękny wygląd skóry ukryte w minerałach. Kosmetyki mineralne Lily Lolo

O kosmetykach Lily Lolo pisałam już kilkakrotnie. Tak się składa, że na stałe zagościły w mojej kosmetyczce wypełniając ją w 80%. Prawdą jest, że decydując się na używanie kosmetyków mineralnych trzeba poświęcić im nieco uwagi i nauczyć się z nimi obchodzić. Nie mniej jednak warto – procentuje to świetnymi efektami gdyż korzystnie wpływają na stan cery, gdyż nie zawierają szkodliwych substancji chemicznych, sztucznych barwników i wypełniaczy. Czego zatem nie może zabraknąć w mojej kosmetyczce?

Numerem jeden jest Podkład Mineralny Lily Lolo – niezmiennie w kolorze Popcorn. Idealne dopasowuje się do koloru mojej skóry i bez niego nie wyobrażam sobie codziennego makijażu. Ważne dla mnie jest to, że praktycznie nie widać go na twarzy – nie pozostawia efektu maski, którego bardzo nie lubię. Długo utrzymuje się na skórze, a stopień krycia możemy dostosować do własnych potrzeb nakładając tyle warstw produktu ile w danym momencie jest niezbędne. Podkład zawiera mikkę, która dzięki temu, iż rozprasza światło sprawia, że skóra wygląda naprawdę pięknie.

Po Prasowany Rozświetlacz Lily Lolo sięgnęłam po raz pierwszy. I nie zawiodłam się, podobnie jak na używanym wcześniej zestawie do konturowania tej marki – Sculpt & Glow Contour Duo. Kosmetyk ten fantastycznie odbija światło dzięki czemu skóra jest naprawdę rozświetlona, wygląda na mniej zmęczoną i wypoczętą. Jak dla mnie ideał 🙂

Od czasu, gdy kilka miesięcy temu wzięłam udział w warsztatach makijażu mineralnego wykonanie make upu dokładnie takiego jak zawsze chciałam przestało być rzeczą niemożliwą, dlatego coraz chętniej sięgam po cienie do powiek. Wybrana przeze mnie Paleta Cieni Prasowanych Lily Lolo uwiodła mnie kolorami. Dotychczas eksperymentowałam z cieniami sypkimi. Muszę przyznać, że prasowane także rewelacyjnie się rozprowadzają, nie osypują i długo utrzymują na powiece. Kolory w  Aurora Eye Palette (edycja limitowana) idealnie się uzupełniają i dobrane są tak, że dzięki nim można wyczarować piękne makijaże na każdą okazję.

Błyszczyk Lily Lolo zagościł na stałe w mojej kosmetyczce dawno temu. Tym razem wybrałam nieco mocniejszy kolor niż dotychczasowy English Rose – Big Bang z limitowanej, świątecznej edycji. Zawarte w nim drobinki oraz piękny odcień głębokiego fioletu sprawiły, że nie mogłam mu się oprzeć. Uwielbiamte błyszczyki także za smak! oraz to, że regularnie używane wygładzają usta. I łatwo je nałożyć – nawet nie mając lusterka 🙂

Jeśli masz ochotę przeczytać o tym co jeszcze wypróbowałam z szerokiej oferty Lily Lolo zapraszam do lektury wcześniejszych postów: Dlaczego wybrałam ekologiczne kosmetyki Lily Lolo & Małe przyjemności.

Olga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *