Moje rzymskie wakacje

Tegoroczne lato wyjątkowo całe spędziłam w Warszawie. Aby jednak nieco się zregenerować postawiłam na krótki wypad jesienią. Moje „rzymskie wakacje” to jedynie kilka dni, w ostatnim tygodniu października, z daleka od codziennych spraw i obowiązków. Nie mniej jednak to miło i intensywnie spędzony czas, który będę z przyjemnością wspominać.

Przyznam, że wybór Rzymu jako celu podróży był tym razem zupełnie przypadkowy – bardzo atrakcyjna cena biletów lotniczych na rejsowy lot Alitalii sprawiła, że nie zastanawiałam się długo. Rzym, do którego nigdy wcześniej odwiedzając Włochy nie dotarłam, wydał się idealnym kierunkiem podróży.

Odwiedzając jakieś miasto nie mam zwyczaju biegać z przewodnikiem w ręku, w pędzie oglądając wszystko to co zwiedzić „należy”. Lubię spacerować ulicami miasta, przyglądać się ludziom i miejscom, chłonąć jego klimat i poznawać nowe smaki, przy okazji poznając jego historię, zabytki i sztukę. I tak było tym razem.

Rzym jest piękny na swój sposób jednak nie oszołamia ani nie onieśmiela choć przyznam, że koegzystencja nowoczesności i niezwykle długiej historii miasta robi wrażenie. Niestety ilość turystów, mimo wydawać by się mogło, nieturystycznego już sezonu, jest ogromna. Nie sposób cieszyć się widokiem pięknej, barokowej Fontanny di Trevi ani spokojnie posiedzieć na Schodach Hiszpańskich. Kąpiel w fontannie, którą znamy ze sceny filmu Federico Felliniego La Dolce Vita, nie jest możliwa nie tylko dlatego, że pilnuje jej policja ale także dlatego, że samo przeciśnięcie się przez tłum jest nie lada wyzwaniem.

Zerknąwszy przed wyjazdem na kilka blogów, na których znalazłam sporo cennych informacji, zarezerwowałam i kupiłam przez internet bilety do wybranych miejsc (z biletami na mecz AS Romy włącznie), które chciałam odwiedzić, a także, zgodnie z zawartymi tam sugestiami, rozpoczynałam zwiedzanie o wczesnych godzinach porannych, by uniknąć tłumów.

Urokliwie uliczki, zwłaszcza Zatybrza, kawiarnie na niewielkich placykach i w mniej uczęszczanych rejonach miasta pozwalały odpocząć i cieszyć się urokiem tych krótkich wakacji. Barwny plac Campo de’ Fiori, na którym znajduje się targ, zachęcał do spędzenia czasu pomiędzy straganami (co uwielbiam!) i do rozgoszczenia się w którejś z sąsiadujących z nim licznych restauracji, co z przyjemnością uczyniłyśmy 🙂

W czasie tego krótkiego wypadu dotarłam też do Lido, nadmorskiej dzielnicy Rzymu, opustoszałej jak się okazało prawie zupełnie o tej porze roku. Spacer plażą, jakże inną niż nasze nadbałtyckie wybrzeże, kawa i pyszne tiramisu na słonecznym tarasie kawiarni z widokiem na morze, domowe wino w lokalnej winiarni sprawiły, że poczułam się prawdziwie wakacyjnie.

Nie odmówiłam sobie także sportowych emocji 🙂 Odwiedzenie Stadionu Olimpijskiego oraz mecz AS Romy były wpisane w ten wyjazd od początku – na co przystały moje towarzyszki podróży, za co im bardzo dziękuję!

Te kilka dni to zbyt mało niestety aby bardziej poznać to imponujące miasto, wystarczająco zaś by nieco odpocząć i naładować choć trochę akumulatory na nadchodzące, zimowe miesiące. Myślę, że jeśli nadarzy się taka okazja z przyjemnością wrócę jeszcze do Wiecznego Miasta, choć przyznam szczerze, że mam inne ulubione miejsca we Włoszech.

Dziś trochę więcej zdjęć niż zwykle – enjoy 🙂

 

Olga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *