Małe przyjemności: pyszna kawa w filiżance z przeszłością

Uwielbiam drobne przyjemności. To one sprawiają, że każdy dzień – nawet ten nie zapowiadający się najlepiej – da nam powód do uśmiechu. Jednak to, czy będziemy je doceniać i czy nadamy małym i często codziennym czynnościom status czegoś wyjątkowego zależy tylko od nas.

Uwielbiam kawę. Niby nic szczególnego. Większość z nas zaczyna dzień od kubka kawy by biec dalej i jakoś przetrwać kolejny dzień pełen obowiązków. Dla mnie  kawa jest synonimem czasu poświęconego samej sobie, bycia ze sobą tu i teraz.

Wiele lat temu, gdy pojawił się na świecie mój syn, studiowałam i jednocześnie pracowałam na pełnym etacie w dużej firmie. Ponieważ, bez względu na to co robię, robię to na 1000% ogarnięcie wszystkich obowiązków było dużym wyzwaniem organizacyjnym i logistycznym. Nie mniej jednak, zawsze starałam się aby w moim planie dnia znalazła się chwila tylko dla mnie. Wygospodarowywałam w ciągu dnia 20-30 minut dla siebie, wymykałam się z biura lub z wykładów do pobliskiej kawiarni, by usiąść przy filiżance kawy i … odpocząć, zebrać myśli, i być samą choć przez chwilę, gdy nikt nic ode mnie nie chce 🙂 Tak właśnie narodził się mój kawowy rytuał. Najcenniejszy luksus na jaki sobie pozwalam bez wyrzutów sumienia od lat.

Ponieważ nie lubię bylejakości i przywiązuję dużą wagę do detali, lubię gdy moja kawa ma nie tylko odpowiedni smak, ale też stosowną oprawę. Podana w filiżance, najlepiej z cienkiej porcelany, potęguje uczucie przyjemności. Dlatego dbam o ten – niby banalny – szczegół zarówno w domu jak i w kawiarniach, gdzie upewniam się jak zostanie zaserwowana.

Jak łatwo się domyślić, w domu, na co dzień korzystam z filiżanek, mam ich pokaźną już kolekcję i z każdą wiąże się jakaś historia. Niektóre, znalezione na targach staroci, przetrwały kilkadziesiąt lat, czasem brakuje im spodeczków lub są częściami bardziej lub mniej zdekompletowanych serwisów które, w różnych okolicznościach trafiły w moje ręce, inne – te współczesne często zachwyciły mnie wzorem lub formą.

Wyjątkowym sentymentem darzę polską porcelanę, a szczególnie polski design lat 50 i 60 Zachwycają mnie formy i kształty oraz niezwykła pomysłowość rodzimych projektantów, którzy – zważywszy na szare czasy – tworzyli rzeczy piękne i kolorowe. Niektóre fabryki wznowiły produkcję wzorów sprzed lat. Jednak to te „autentyczne” eksponaty budzą największe pożądanie

Marzenie o wypiciu kawy w niektórych z nich, ze względu na zawrotne ceny jak i małą dostępność, wydaje się być prawie nierealnym. Jednak czasem zdarzają się cuda 🙂 W taki właśnie cudowny sposób – dzięki mojej licealnej koleżance Joannie –  trafił do mnie, serwis „INA” z Fabryki Porcelany Ćmielów będący projektem Lubomira Tomaszewskiego, z 1962 roku!

Serwis ten – podobnie jak inne niezwykłej urody przedmioty użytkowe, tkaniny, meble i zabawki – można podziwiać w nowo otwartej Galerii Wzornictwa Polskiego w Muzeum Narodowym w Warszawie. Przyznam, że to dość dziwne uczucie oglądać w roli eksponatów muzealnych przedmioty, których używa się w domu na co dzień 🙂 O Galerii Wzornictwa Polskiego więcej w kolejnym poście, a tymczasem pozwólcie, że się pochwalę niektórymi z moich  zbiorów 🙂

Zdjęcia: Iphone 6s

Olga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *