Life & Daily Moments Wydarzenia

Zaskakujące „I tak Cię kocham” Michael’a Showalter’a

Do kina szłam bez większych oczekiwań – ot! kolejny bardziej lub mniej przyjemny filmik za to w dobrym towarzystwie. Lubię takie spontaniczne wyjścia z moimi koleżankami gdzie dany film jest jedynie pretekstem aby się spotkać i spędzić razem czas. Jednak I tak Cię kocham w reżyserii Michael’a Showalter’a pozytywnie zaskoczył nas wszystkie.

Cukierkowy polski tytuł filmu I tak Cię kocham zapowiada banalną komedię romantyczną w standardowym stylu: ona i on zakochują się w sobie i muszą pokonać przeciwności losu stające na ich drodze do szczęścia co oczywiście zmierza do bajkowego Happy Endu. Tym razem nie wszystko jest takie proste i oczywiste, bo scenariusz filmu napisało życie, a dokładnie Kumail Nanjian i jego żona, Emily V. Gordon, którzy postanowili podzielić się z nami swoją historią.

W rzeczywistości The big sick (taki jest oryginalny tytuł) to fantastycznie skrojona komedia z wątkami melodramatu o sprawnie zbudowanej akcji, z dużą dawką ironii i humoru, świetnymi dialogami poruszająca tak naprawdę trudne i ważne w obecnym świecie kwestie jak choćby te dotyczące: stereotypów związanych z imigrantami, konfliktów pokoleń, różnic kulturowych czy też tożsamości i przynależności emigrantów.

Nie jest to również jedynie historia miłosna. To także film o dojrzewaniu, dorastaniu do samodzielności i podejmowania decyzji, i tym że nie można rezygnować z siebie, ślepo podporządkowując się konwenansom i narzuconemu systemowi wartości, tylko po to aby zadowolić innych. Nawet gdy są to najbliższe nam osoby.

I tak Kumail, młody, początkujący komik estradowy, pochodzący z Pakistanu, wychowany w USA, w skrajnie tradycyjnej i konserwatywnej rodzinie muzułmańskiej poznaje Emily – amerykankę z urodzenia i pochodzenia, która wiedzie otwarte i liberalne życie, jako studentka psychologii, mocno osadzone w świecie Zachodu. Główny bohater, żyjąc w typowo amerykański sposób, nie chcąc zawieść ani zranić rodziców, utrzymuje swój związek w tajemnicy i wbrew sobie godzi się na przestrzeganie zwyczajów kultury, w której został wychowany. Jak się można domyślić, nie podoba się to jego dziewczynie – Emily.

Film jednak nie opiera się jedynie na „komedii różnic kulturowych”. To także dobrze wkomponowany w całość melodramat  – zwrotem akcji filmu okazuje się niespodziewana, trudna do zdiagnozowania i pogłębiająca się choroba głównej bohaterki, która spada na nią, jak i na nas widzów zupełnie nieoczekiwanie. Dzięki temu połączeniu film zyskuje na oryginalności, jest jeszcze bardziej intrygujący, choć pozbawiony na szczęście nadmiernego sentymentalizmu.

Na uwagę zasługują także bardzo wyraziście i barwnie nakreślone postacie, zarówno głównych jak i dalszoplanowych bohaterów, z których każda ma swoją osobowość i historię, dzięki czemu są prawdziwe i autentyczne. W jednej z tych ról możemy – po długiej przerwie – oglądać świetną Holly Hunter.

I tak Cię kocham to naprawdę miła i  nieoczekiwana niespodzianka. Takich kinowych niespodzianek życzyłabym sobie więcej w najbliższym czasie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *